Szukałem pracy jako model
1. Najpierw zależało mi na tym, aby pracować na wybiegu, poznawać młode kobiety z branży i zrobić karierę u zachodnich projektantów. Pół roku temu otrzymałem ofertę pokazania się w sesji reklamowej jednej z fabryk zajmujących się wyrobami z nabiału – śmietana, kefir, ser biały. Nie zwlekając długo przystałem na wyzwanie. Zdjęcia miały się odbyć w pomieszczeniu fotograficznym w budynku nieopodal mojej okolicy. Kiedy do niego wszedłem zdumiały mnie klimatyzacja oraz ilość profesjonalnego sprzętu w pełni przygotowanego do rozpoczęcia zdjęć. Przywitałem się z głównym fotografem, osobą od światła oraz panią makijażystką, która zaraz zabrała się do pracy nakładając mi na twarz fluid oraz podając odpowiednie stroje. Zlecający zdjęcia
2 zażyczył sobie modela (w tym wypadku mnie) do reklam zewnętrznych – billboardów, posterów oraz tych mających ukazać się w mediach drukowanych. Przedmiotem reklamy miał być jogurt bez dodatku konserwantów ani cukru dlatego w scenografii znajdowały się niebo błękit, trawa łączone z naturą. Byłem fotografowany głównie z uśmiechem na ustach mając w ręku łyżkę z porcją jogurtu, który jak na mój gust nie różnił się niczym od konkurencji. Musiałem wykazać się również nie lada umiejętnościami aktorskimi – miałem robić ile mogę żeby udowodnić, że towar, który spożywałem jest najsmaczniejszym jogurtem dostępnym w Polsce. Nic prostszego, i to za dobrą kasę. Robienie zdjęć zajęło około kilka godzin, w ciągu których spożyłem naprawdę dużo jogurtów (całe szczęście, iż nie był to pasztet). Fotki w których byłem głównym bohaterem były tylko początkiem całego długiego procesu. Zdjęcia musiały zostać obrobione, uznane, wybrane, by później eksperci mogli wynaleźć chwytający slogan reklamowy i zaplanować kampanię w czasie. Plakaty ze mną pojawiły się na ulicach po kilkudziesięciu dniach, zupełnie jak jogurt. Wyników jego sprzedaży nie pamiętam lecz wiem, że zdjęcia reklamowe to bułka z masłem.